Rototom Reggae Contest Europe 2012
Trwa kolejna edycja plebiscytu Reggae Contest Europe. Do 20 lutego mo¿na g³osowaæ na zespo³y, które maj± szansê wyst±piæ na najwiêkszym europejskim festiwalu reggae - Rototom... wi�cej »

relacje
- 2011 - kwiecieñ (2)
- 2010 - maj (1)
- 2010 - styczeñ (1)
- 2009 - grudzieñ (1)
- 2009 - pa¼dziernik (1)
- 2009 - marzec (2)
- 2009 - luty (2)
- 2009 - styczeñ (1)
- 2008 - grudzieñ (1)
- 2008 - listopad (5)
- 2008 - pa¼dziernik (4)
- 2008 - wrzesieñ (2)
- 2008 - sierpieñ (1)
- 2008 - lipiec (7)
- 2008 - czerwiec (3)
- 2008 - maj (3)
- 2008 - kwiecieñ (1)
- 2008 - styczeñ (1)
- poka¿ wszystkie
reklama
Madness

Madness
2008-12-19
Londyn
miejsce: O2 Arena
Zobaczyæ Madness na ¿ywo! Taki by³ w³a¶nie g³ówny cel grudniowej wyprawy do Londynu. Przekonaæ siê w koñcu jak brzmi na koncercie zespó³, którego p³yty s³ucha³o siê milion razy. Sprawdziæ czy po tylu latach wspólnego grania nie s± tylko cieniem Madnessów z lat 80. Us³yszeæ wszystkie znane na pamiêæ przeboje i porównaæ je z najnowszym repertuarem. Ale przede wszystkim po prostu zobaczyæ Madness na ¿ywo i choæ otrzeæ siê o niekwestionowan± legendê, nawet nie tyle ska, co po prostu muzyki popularnej.
Jednym z punktów ¶wi±tecznej trasy zespo³u po Anglii by³a londyñska hala O2 Arena, obiekt o wrêcz przyt³aczaj±cych rozmiarach i co najmniej nietypowej konstrukcji. Przed wyjazdem naczyta³em siê przeró¿nych opinii dotycz±cych akustyki w tym miejscu. Od skrajnie zdegustowanych po entuzjastycznie wychwalaj±ce. Po raz kolejny ciê¿ko by³o wyci±gn±æ z krn±brnego internetu jakie¶ konstruktywne wnioski. Jak okaza³o siê 19 grudnia wszelkie obawy by³y bezpodstawne. Nawet je¿eli przy okazji ró¿nych innych imprez zdarza³y siê tu brzmieniowe zgrzyty, tym razem akustyk stan±³ na wysoko¶ci zadania i niezale¿nie od faktu, ¿e du¿o chêtniej pos³ucha³bym Madness w nieco mniejszym obiekcie, nie da³ mi podstaw do jakichkolwiek narzekañ.
Trybuny, podobnie jak p³yta przed scen±, chwilê po 18 bardzo szybko zape³ni³a siê ¿±dnymi "nutty sound" fanami. Jednak zanim zespó³ pojawi³ siê na scenie moja cierpliwo¶æ zosta³a wystawiona na ciê¿k± próbê. Otó¿ gasn±ce ¶wiat³a wcale nie oznacza³y Suggsa i spó³ki szykuj±cych siê do akcji, niestety najpierw czas na support. Nigdy nie zrozumiem, czym kieruj± siê organizatorzy podejmuj±c tak abstrakcyjne decyzje jak umieszczenie Stereo MCs przed koncertem Madnessów. ¦pieszê z wyja¶nieniem, ¿e grupa ta produkujê muzykê okre¶lan± jako hip hop/elektronika. Zreszt± jak by jej nie nazywaæ z ca³± pewno¶ci± w ¿aden sposób nie nawi±zywa³a do gwiazd wieczoru. Z mojego punktu widzenia absolutne zero elementów wspólnych, a ich godzinny wystêp przed Madness uwa¿am za totalne nieporozumienie, nawet je¿eli w swojej klasie prezentuj± mo¿e i nie najgorszy poziom.
Starczy narzekañ, po godzinie grania zespó³ najwyra¼niej zrozumia³, ¿e nie tu ich miejsce. Po krótkiej przerwie znów przygas³y ¶wiat³a, a z g³o¶ników da³y siê s³yszeæ d¼wiêki intra Madnessów, utrzymanego w ba³kañsko-orkiestrowym stylu nawi±zuj±cym do ich nowej p³yty "The Liberty of Norton Folgate" (pierwowzór melodii to "Sandala" cygañskiej orkiestry dêtej Fanfare Ciocarlia). Przy ostatnich d¼wiêkach na scenie pojawi³o siê brytyjskich "Siedmiu Wspania³ych" w towarzystwie trzech dodatkowych dêtych i równie¿ trzyosobowej, ¿eñskiej sekcji smyczkowej. Stylistyka wizualna, mo¿na powiedzieæ zgodna z przewidywaniami, a wiêc nie zabrak³o kapeluszy, meloników, garniturów, czy nawet przeciwdeszczowego p³aszcza i laski. Po chwili Chas Smash chwyci³ za mikrofon by wyrecytowaæ s³ynne "Hey you, don't watch that..." i zasadniczo od tego momentu przez najbli¿sze dwie godziny nie da³o siê nie ruszaæ. Ju¿ przy One Step Beyond publiczno¶æ sprawia³a wra¿enie opêtanej, a z ka¿dym kolejnym kawa³kiem robi³o siê coraz gorêcej.
Tutaj warto dodaæ kilka s³ów w³a¶nie na temat publiczno¶ci. Otó¿ jestem przekonany, ¿e ¶rednia wiekowa by³a w okolicach czterdziestki, je¶li nie wiêcej. Owszem nie brak by³o ludzi m³odych, ale czu³o siê ¿e du¿± czê¶æ fanów stanowi± osoby doskonale pamiêtaj±ce Madness z pocz±tków ich kariery. By³o co¶ niesamowicie uroczego w patrzeniu na ma³¿eñstwa po piêædziesi±tce przypominaj±ce sobie takim koncertem lata swojej m³odo¶ci. Je¶li do tego dodaæ spor± grupkê wszelkiej ma¶ci przebierañców (a widzia³em nawet cz³owieka w pe³nym mundurze z Night Boat To Cairo i delikwenta w stroju gospodyni domowej z House Of Fun) stajê siê oczywistym, ¿e atmosfera by³a po prostu wyj±tkowa.
Niezale¿nie od przekroju wiekowego, przy pierwszych kawa³kach pod scen± mia³ miejsce prawdziwy armagedon. To nawet nie to, ¿e ka¿dy koniecznie chcia³ uprawiaæ coraz szybsze pogo, ale przy takiej liczbie chc±cych tañczyæ ludzi pozostanie w okolicach sceny by³o prawdziwym wyzwaniem. Ca³e szczê¶cie ju¿ kilka metrów dalej warunki do dobrej zabawy by³y zdecydowanie lepsze i z tej w³a¶nie pozycji obserwowa³em dalsze poczynania zespo³u.
Z wielk± rado¶ci± stwierdzam, ¿e poziom muzyczny Madnessów nie jest ani trochê gorszy ni¿ na p³ytach, a wrêcz przeciwnie. Stare numery maj±, co zreszt± do¶æ oczywiste, dopracowane do perfekcji, a rewelacyjne wykonanie nowego repertuaru sprawi³o, ¿e ju¿ nie mogê doczekaæ siê marca i premiery nowego kr±¿ka. Panowie zdaj± siê byæ tak¿e fizycznie w doskona³ej formie. Cuda jakie Lee Thompson wyczynia³ ze swoim saksofonem, podobnie jak niezmiennie urocza choreografia Chas Smasha prosz± siê o jak±¶ nagrodê. Zmieni³a siê za to formu³a wystêpu w porównaniu do poprzednich koncertów w Hackney Empire, gdzie po raz pierwszy zaprezentowany zosta³ nowy materia³. Tam stanowi³ on pierwsz± czê¶æ, a dopiero na koniec grany by³ przegl±d hitów. Teraz wszystko zosta³o zgrabnie przemieszane i obok numerów takich jak Embarrassment, Grey Day, The Sun And The Rain, The Prince, House Of Fun, My Girl, Shut Up, Bed And Breakfast Man, czy nawet Return Of The Los Palmas 7 pojawia³y siê wcale nie gorsze kompozycje z nowego albumu, a wiêc We Are London, Forever Young, Clerkenwell Polka (koncertowa wersja wchodzi w tempo zdecydowanie nie rekonstruowalne przez ludzkie nogi), Dust Devil i tytu³owe The Liberty Of Norton Folgate, które swoj± zmienno¶ci± gatunkow± i nieco melancholijnym nastrojem nie pozwala na porównanie do ¿adnego innego utworu, za to doskonale wpisuje siê w pojêcie eklektyzmu muzycznego.
Bardzo dobrze sprawdzi³ siê te¿ Suggs na wokalu w zupe³nie nieoczekiwanym w tym zestawie Iron Shirt, ale zdecydowanie numerem jeden koncertu by³o Wings Of A Dove. Dopiero przy tym kawa³ku u¶wiadomi³em sobie co znaczy stwierdzenie "Dreams come true". To co do tej pory zawsze ogl±da³em na klipach z youtuba, na dvd, czy kopiach z drugiej rêki, to czego przez lata s³ucha³em z p³yt, dzia³o siê tu i teraz i by³o o niebo lepsze! Wings Of A Dove sprawi³o na mnie wrêcz monumentalne wra¿enie, pomimo braku gospelowego chóru. Publiczno¶æ szala³a i ¶piewa³a razem z zespo³em (zreszt± nie tylko przy tej piosence), a ja wci±¿ nie mog³em uwierzyæ, ¿e to siê dzieje naprawdê. Jako, ¿e nikt mnie nie uszczypn±³ sen ci±gn±³ siê dalej w rytmie znanych na pamiêæ Baggy Trousers i Our House. Na koniec jeszcze It Must Be Love i zespó³ w akompaniamencie chóralnych okrzyków publiczno¶ci zszed³ ze sceny, by po chwili powróciæ z niewiarygodn± wrêcz niespodziank±.
Otó¿ gdy wrócili zza kulis do³±czy³a do nich sama Rhoda Dakar, by za¶piewaæ On The Town z nowego kr±¿ka, który ma bardzo realne szanse staæ siê moj± ulubiubion± pozycj± tego albumu. Powiedzia³bym ¿e Suggs zapowiedzia³ Rhodê jako¶ do¶æ niemrawo, mo¿e z tego w³a¶nie wynika³a analogiczna reakcja publiczno¶ci, jednak je¿eli przez chwilê mia³em jakiekolwiek w±tpliwo¶ci, czy aby dobrze go zrozumia³em, wraz z pierwsz± jej parti± wokaln± zosta³y one w 100% rozwiane. G³os tej pani to klasa sama w sobie zdaj±ca siê zupe³nie nie ulegaæ up³ywowi czasu, podobnie zreszt± jak wizerunek samej wokalistki. Bis zakoñczony zosta³ numerem Madness Prince'a Bustera, od którego zreszt± zespó³ wzi±³ nazwê, a przy którego s³uchaniu na ¿ywo a¿ siê krêci³a ³ezka. A to wci±¿ nie by³ koniec.
Co prawda wszystko wskazywa³o na to, ¿e wieczór ju¿ dobieg³ koñca, a czê¶æ ludzi zaczê³a siê ju¿ nawet rozchodziæ w kierunku wyj¶æ, na scenie pojawi³ siê pan w szkockim kilcie i zagra³ na kobzie When The Saints Go Marching In i You Are My Sunshine. To wystarczy³o by po kilku minutach Madness wyszli ponownie. W dotychczasowym zestawie brakowa³o mi tylko i wy³±cznie jednej pozycji, a ¿e na zakoñczenie zagrali w³a¶nie Night Boat To Cairo nie mog³em byæ szczê¶liwszy. Pod koniec utworu do muzyków do³±czy³y ich rodziny, a po¿egnalne "Merry Christmas" od Suggsa zapewni³o mi odpowiedni ¶wi±teczny humor na najbli¿sze dni.
Nie jestem w stanie sobie wyobraziæ wiêkszego zadowolenia z tego koncertu. Najwy¿szy poziom muzyczny, repertuar idealnie kompatybilny z moimi oczekiwaniami, "Magnificent Seven" w fantastycznej wrêcz formie. Pomy¶leæ, ¿e by³em przygotowany nawet na rozczarowanie! Wobec faktu, ¿e po 30 latach dalej s± w stanie wykrzesaæ z siebie energiê na zagranie takiego koncertu, a do tego nagraæ p³ytê obfituj±c± w ciekawe, zapadaj±ce w pamiêæ piosenki, zdecydowanie nie jestem w stanie wymieniæ innego zespo³u, który bardziej ni¿ Madness zas³ugiwa³by na miano prawdziwej legendy!
2009-01-11 - DirtyFingerpowrót »
Jednym z punktów ¶wi±tecznej trasy zespo³u po Anglii by³a londyñska hala O2 Arena, obiekt o wrêcz przyt³aczaj±cych rozmiarach i co najmniej nietypowej konstrukcji. Przed wyjazdem naczyta³em siê przeró¿nych opinii dotycz±cych akustyki w tym miejscu. Od skrajnie zdegustowanych po entuzjastycznie wychwalaj±ce. Po raz kolejny ciê¿ko by³o wyci±gn±æ z krn±brnego internetu jakie¶ konstruktywne wnioski. Jak okaza³o siê 19 grudnia wszelkie obawy by³y bezpodstawne. Nawet je¿eli przy okazji ró¿nych innych imprez zdarza³y siê tu brzmieniowe zgrzyty, tym razem akustyk stan±³ na wysoko¶ci zadania i niezale¿nie od faktu, ¿e du¿o chêtniej pos³ucha³bym Madness w nieco mniejszym obiekcie, nie da³ mi podstaw do jakichkolwiek narzekañ.
Trybuny, podobnie jak p³yta przed scen±, chwilê po 18 bardzo szybko zape³ni³a siê ¿±dnymi "nutty sound" fanami. Jednak zanim zespó³ pojawi³ siê na scenie moja cierpliwo¶æ zosta³a wystawiona na ciê¿k± próbê. Otó¿ gasn±ce ¶wiat³a wcale nie oznacza³y Suggsa i spó³ki szykuj±cych siê do akcji, niestety najpierw czas na support. Nigdy nie zrozumiem, czym kieruj± siê organizatorzy podejmuj±c tak abstrakcyjne decyzje jak umieszczenie Stereo MCs przed koncertem Madnessów. ¦pieszê z wyja¶nieniem, ¿e grupa ta produkujê muzykê okre¶lan± jako hip hop/elektronika. Zreszt± jak by jej nie nazywaæ z ca³± pewno¶ci± w ¿aden sposób nie nawi±zywa³a do gwiazd wieczoru. Z mojego punktu widzenia absolutne zero elementów wspólnych, a ich godzinny wystêp przed Madness uwa¿am za totalne nieporozumienie, nawet je¿eli w swojej klasie prezentuj± mo¿e i nie najgorszy poziom.
Starczy narzekañ, po godzinie grania zespó³ najwyra¼niej zrozumia³, ¿e nie tu ich miejsce. Po krótkiej przerwie znów przygas³y ¶wiat³a, a z g³o¶ników da³y siê s³yszeæ d¼wiêki intra Madnessów, utrzymanego w ba³kañsko-orkiestrowym stylu nawi±zuj±cym do ich nowej p³yty "The Liberty of Norton Folgate" (pierwowzór melodii to "Sandala" cygañskiej orkiestry dêtej Fanfare Ciocarlia). Przy ostatnich d¼wiêkach na scenie pojawi³o siê brytyjskich "Siedmiu Wspania³ych" w towarzystwie trzech dodatkowych dêtych i równie¿ trzyosobowej, ¿eñskiej sekcji smyczkowej. Stylistyka wizualna, mo¿na powiedzieæ zgodna z przewidywaniami, a wiêc nie zabrak³o kapeluszy, meloników, garniturów, czy nawet przeciwdeszczowego p³aszcza i laski. Po chwili Chas Smash chwyci³ za mikrofon by wyrecytowaæ s³ynne "Hey you, don't watch that..." i zasadniczo od tego momentu przez najbli¿sze dwie godziny nie da³o siê nie ruszaæ. Ju¿ przy One Step Beyond publiczno¶æ sprawia³a wra¿enie opêtanej, a z ka¿dym kolejnym kawa³kiem robi³o siê coraz gorêcej.
Tutaj warto dodaæ kilka s³ów w³a¶nie na temat publiczno¶ci. Otó¿ jestem przekonany, ¿e ¶rednia wiekowa by³a w okolicach czterdziestki, je¶li nie wiêcej. Owszem nie brak by³o ludzi m³odych, ale czu³o siê ¿e du¿± czê¶æ fanów stanowi± osoby doskonale pamiêtaj±ce Madness z pocz±tków ich kariery. By³o co¶ niesamowicie uroczego w patrzeniu na ma³¿eñstwa po piêædziesi±tce przypominaj±ce sobie takim koncertem lata swojej m³odo¶ci. Je¶li do tego dodaæ spor± grupkê wszelkiej ma¶ci przebierañców (a widzia³em nawet cz³owieka w pe³nym mundurze z Night Boat To Cairo i delikwenta w stroju gospodyni domowej z House Of Fun) stajê siê oczywistym, ¿e atmosfera by³a po prostu wyj±tkowa.
Niezale¿nie od przekroju wiekowego, przy pierwszych kawa³kach pod scen± mia³ miejsce prawdziwy armagedon. To nawet nie to, ¿e ka¿dy koniecznie chcia³ uprawiaæ coraz szybsze pogo, ale przy takiej liczbie chc±cych tañczyæ ludzi pozostanie w okolicach sceny by³o prawdziwym wyzwaniem. Ca³e szczê¶cie ju¿ kilka metrów dalej warunki do dobrej zabawy by³y zdecydowanie lepsze i z tej w³a¶nie pozycji obserwowa³em dalsze poczynania zespo³u.
Z wielk± rado¶ci± stwierdzam, ¿e poziom muzyczny Madnessów nie jest ani trochê gorszy ni¿ na p³ytach, a wrêcz przeciwnie. Stare numery maj±, co zreszt± do¶æ oczywiste, dopracowane do perfekcji, a rewelacyjne wykonanie nowego repertuaru sprawi³o, ¿e ju¿ nie mogê doczekaæ siê marca i premiery nowego kr±¿ka. Panowie zdaj± siê byæ tak¿e fizycznie w doskona³ej formie. Cuda jakie Lee Thompson wyczynia³ ze swoim saksofonem, podobnie jak niezmiennie urocza choreografia Chas Smasha prosz± siê o jak±¶ nagrodê. Zmieni³a siê za to formu³a wystêpu w porównaniu do poprzednich koncertów w Hackney Empire, gdzie po raz pierwszy zaprezentowany zosta³ nowy materia³. Tam stanowi³ on pierwsz± czê¶æ, a dopiero na koniec grany by³ przegl±d hitów. Teraz wszystko zosta³o zgrabnie przemieszane i obok numerów takich jak Embarrassment, Grey Day, The Sun And The Rain, The Prince, House Of Fun, My Girl, Shut Up, Bed And Breakfast Man, czy nawet Return Of The Los Palmas 7 pojawia³y siê wcale nie gorsze kompozycje z nowego albumu, a wiêc We Are London, Forever Young, Clerkenwell Polka (koncertowa wersja wchodzi w tempo zdecydowanie nie rekonstruowalne przez ludzkie nogi), Dust Devil i tytu³owe The Liberty Of Norton Folgate, które swoj± zmienno¶ci± gatunkow± i nieco melancholijnym nastrojem nie pozwala na porównanie do ¿adnego innego utworu, za to doskonale wpisuje siê w pojêcie eklektyzmu muzycznego.
Bardzo dobrze sprawdzi³ siê te¿ Suggs na wokalu w zupe³nie nieoczekiwanym w tym zestawie Iron Shirt, ale zdecydowanie numerem jeden koncertu by³o Wings Of A Dove. Dopiero przy tym kawa³ku u¶wiadomi³em sobie co znaczy stwierdzenie "Dreams come true". To co do tej pory zawsze ogl±da³em na klipach z youtuba, na dvd, czy kopiach z drugiej rêki, to czego przez lata s³ucha³em z p³yt, dzia³o siê tu i teraz i by³o o niebo lepsze! Wings Of A Dove sprawi³o na mnie wrêcz monumentalne wra¿enie, pomimo braku gospelowego chóru. Publiczno¶æ szala³a i ¶piewa³a razem z zespo³em (zreszt± nie tylko przy tej piosence), a ja wci±¿ nie mog³em uwierzyæ, ¿e to siê dzieje naprawdê. Jako, ¿e nikt mnie nie uszczypn±³ sen ci±gn±³ siê dalej w rytmie znanych na pamiêæ Baggy Trousers i Our House. Na koniec jeszcze It Must Be Love i zespó³ w akompaniamencie chóralnych okrzyków publiczno¶ci zszed³ ze sceny, by po chwili powróciæ z niewiarygodn± wrêcz niespodziank±.
Otó¿ gdy wrócili zza kulis do³±czy³a do nich sama Rhoda Dakar, by za¶piewaæ On The Town z nowego kr±¿ka, który ma bardzo realne szanse staæ siê moj± ulubiubion± pozycj± tego albumu. Powiedzia³bym ¿e Suggs zapowiedzia³ Rhodê jako¶ do¶æ niemrawo, mo¿e z tego w³a¶nie wynika³a analogiczna reakcja publiczno¶ci, jednak je¿eli przez chwilê mia³em jakiekolwiek w±tpliwo¶ci, czy aby dobrze go zrozumia³em, wraz z pierwsz± jej parti± wokaln± zosta³y one w 100% rozwiane. G³os tej pani to klasa sama w sobie zdaj±ca siê zupe³nie nie ulegaæ up³ywowi czasu, podobnie zreszt± jak wizerunek samej wokalistki. Bis zakoñczony zosta³ numerem Madness Prince'a Bustera, od którego zreszt± zespó³ wzi±³ nazwê, a przy którego s³uchaniu na ¿ywo a¿ siê krêci³a ³ezka. A to wci±¿ nie by³ koniec.
Co prawda wszystko wskazywa³o na to, ¿e wieczór ju¿ dobieg³ koñca, a czê¶æ ludzi zaczê³a siê ju¿ nawet rozchodziæ w kierunku wyj¶æ, na scenie pojawi³ siê pan w szkockim kilcie i zagra³ na kobzie When The Saints Go Marching In i You Are My Sunshine. To wystarczy³o by po kilku minutach Madness wyszli ponownie. W dotychczasowym zestawie brakowa³o mi tylko i wy³±cznie jednej pozycji, a ¿e na zakoñczenie zagrali w³a¶nie Night Boat To Cairo nie mog³em byæ szczê¶liwszy. Pod koniec utworu do muzyków do³±czy³y ich rodziny, a po¿egnalne "Merry Christmas" od Suggsa zapewni³o mi odpowiedni ¶wi±teczny humor na najbli¿sze dni.
Nie jestem w stanie sobie wyobraziæ wiêkszego zadowolenia z tego koncertu. Najwy¿szy poziom muzyczny, repertuar idealnie kompatybilny z moimi oczekiwaniami, "Magnificent Seven" w fantastycznej wrêcz formie. Pomy¶leæ, ¿e by³em przygotowany nawet na rozczarowanie! Wobec faktu, ¿e po 30 latach dalej s± w stanie wykrzesaæ z siebie energiê na zagranie takiego koncertu, a do tego nagraæ p³ytê obfituj±c± w ciekawe, zapadaj±ce w pamiêæ piosenki, zdecydowanie nie jestem w stanie wymieniæ innego zespo³u, który bardziej ni¿ Madness zas³ugiwa³by na miano prawdziwej legendy!
2009-01-11 - DirtyFingerpowrót »