Diana Levi & Upbeat Quartet w Tygmoncie! 2012-02-23, Warszawa

Ska vs. Reggae vs. Digital Dub z elektryzuj±cym ¿eñskim wokalem? Eksperymentatorzy oko³o jamajskich brzmieñ spod znaku ska, rocksteady i jazzu zaprosili do wspólnych wystêpów Dianê... wi�cej »

reklama

Allegro - najwiêksze aukcje internetowe, najni¿sze ceny! Kup i sprzedaj!

The Aggrolites

The Aggrolites

The Aggrolites
2008-09-23
Warszawa/Wroc³aw
miejsce: CDQ/£ykend

Nie co dzieñ w naszym kraju goszcz± gwiazdy ¶wiatowego formatu, a ju¿ na pewno nie w wydaniu dwu koncertowym. Kiedy wiêc okaza³o siê, ¿e tej jesieni Aggrolites planuj± zagraæ w Warszawie i Wroc³awiu, pozosta³a ju¿ tylko niezbyt problematyczna kwestia zapewnienia sobie odpowiedniej ilo¶ci wolnego czasu w dniach 23-24 wrze¶nia.

Pierwszy z koncertów odby³ siê w stolicy, w klubie CDQ, który od kilku lat regularnie jest gospodarzem tej rangi wydarzeñ. Pomimo nieco trudnego (¶rodek tygodnia) terminu, publiczno¶æ dopisa³a zarówno liczb±, jak i postaw±. Na pierwszy ogieñ w ramach supportu poszli, przybyli specjalnie na tê okazjê prosto z Sosnowca, Ziggie Piggie. W³a¶ciwie ciê¿ko w przypadku tego wystêpu mówiæ o jakimkolwiek ogniu. Du¿o do¶æ topornej ³upaniny z chwilowymi tylko przeb³yskami. Kapelê widzia³em ju¿ kilka razy i wiem, ¿e staæ ich na znacznie wiêcej. Mo¿e to po czê¶ci wina brakuj±cej wokalistki, ale tego dnia "Light Smyk Music", jak okre¶laj± swoje granie sami muzycy, zdecydowanie nie rozumia³o siê z moim uchem.

Ludzi w klubie z minuty na minutê wci±¿ przybywa³o. Mnóstwo nie widzianych od d³ugich nieraz miesiêcy twarzy ani przez chwilê nie pozwala³o siê nudziæ, a tymczasem na scenie zainstalowali siê The Bartenders, czyli sto³eczny zespó³, który w moim odczuciu zarówno w bli¿szej jak i dalszej okolicy nie ma sobie równych. Jakby na potwierdzenie mojej tezy ch³opaki zaserwowali rewelacyjn± porcjê ska-jazzu i tradycyjnego grania w formie coraz to bardziej dopracowanych kawa³ków. Nie bêdê jednak zag³êbiaæ siê w peany na ich cze¶æ, by nie zostaæ czasem pos±dzonym o stronniczo¶æ, szczególnie, ¿e faktycznie resztki mojego obiektywizmu w ocenie Bartendersów zaginê³y w tajemniczych okoliczno¶ciach ju¿ ³adnych kilka koncertów temu. Dodam tylko dla równowagi, ¿e jedyn± ewentualn± wad± by³a tradycyjnie ju¿ zachwiana nieco proporcja miêdzy ilo¶ci± kompozycji w³asnych, a coverów. To jednak tylko drobny detal, w ¿aden sposób nie bêd±cy w stanie zepsuæ doskona³ej zabawy przy muzyce zespo³u, który ewidentnie da³ z siebie wszystko i fantastycznie przygotowa³ biodra publiczno¶ci na starcie z The Aggrolites.

A by³o to starcie zdecydowanie warte szerszego opisu. Prawdziwy "Clash of the Titans". W prawym naro¿niku amerykañski zespó³ w i¶cie mistrzowskiej formie, po drugiej stronie publiczno¶æ, której postawa podczas koncertu, jak s±dzê nawet u przyzwyczajonych do entuzjastycznych reakcji Aggrolites, musia³a wzbudziæ szacunek. Niezale¿nie od faktu, ¿e by³ to ¶rodek tygodnia, a i godzina ju¿ nie m³oda, pod scen± by³o naprawdê gor±co. Pierwsza czê¶æ koncertu mia³a raczej spokojny, bujaj±cy charakter ¶wietnie wprowadzaj±cy publiczno¶æ w tajniki ogó³u zjawisk kryj±cych siê pod pojêciem "dirty reggae". Wibruj±ce d¼wiêki gitary, wszechobecne klawisze i rzecz jasna energiczny jak zawsze Jesse, którego wszêdzie by³o pe³no. Nie sposób siê by³o nie ruszaæ. Wraz z kolejnymi kawa³kami tempo zaczê³o narastaæ, a publiczno¶æ nie przestawa³a zaskakiwaæ chóralnym ¶piewaniem ca³ych kawa³ków razem z wokalist±. Nie s±dzê, ¿eby zespó³ na co dzieñ spotyka³ siê z a¿ tak ¿ywio³owym przyjêciem, za to na pewno potrafi³ siê do niego idealnie dopasowaæ. Nie zabrak³o wiêc Jesse'go ¶piewaj±cego w t³umie, a i gitarzysta wydawa³ siê czuæ w swoim ¿ywiole wêdruj±c przed scen± na ramionach publiczno¶ci. Je¿eli chodzi o dobór repertuaru, mia³ tu miejsce przegl±d przez wszystkie dotychczasowe albumy zespo³u. By³o wiêc "Hot Stop", "Dirty Reggae", "Funky Fire", "Mr. Misery", "Work It" i wiele wiele innych. Znalaz³o siê i miejsce dla typowo koncertowych i jak¿e wyczekiwanych hitów takich jak "Don't Let Me Down", czy przekrój przez fragmenty coverów klasyków gatunku z "Lip Up Fatty", "54-46" i legendarnym "Skinhead Moonstomp" na czele.

Po d³ugim i satysfakcjonuj±cym dla wszystkich wystêpie The Aggrolites po³o¿yli koniec bisom efektownym zerwaniem strun gitary, a idealnie motoryczna perkusja z towarzysz±cymi klawiszami dope³ni³y ca³o¶ci. W tym miejscu pojawi³ siê kolejny element zaskoczenia. Niezale¿nie od mocno ju¿ pó¼nej pory i czekaj±cych na wszystkich obowi±zków nadchodz±cego dnia, ca³kiem sporo osób zdecydowa³o siê pozostaæ na parkiecie i pobujaæ do d¼wiêków jakie zaproponowali Madamme Colonelle i Dr Palto. Ma³o tego, wkrótce tañcz±ce grono zasili³a AGGRO-za³oga w postaci obu gitarzystów i perkusisty. Sprawiali wra¿enie co najmniej wyluzowanych i zadowolonych z przebiegu wieczoru. Z ca³± pewno¶ci± by³ to jeden z najlepszych, je¶li nie najlepszy koncert jaki odby³ siê tego roku w Polsce. Imprezê najlepiej chyba podsumowuje opinia jak± podobno wyrazi³ jeden z cz³onków zespo³u tu¿ przed koncertem we Wroc³awiu: "Mo¿liwe, ¿e by³ to najlepszy koncert z ca³ej trasy".

A to przecie¿ jeszcze nie koniec wra¿eñ zwi±zanych z pobytem The Aggrolites nad Wis³±. Ju¿ nastêpnego dnia po po³udniu wycieczka do Wroc³awia po kolejn± porcjê dirty reggae. Tym razem lokalizacja nieco bardziej kamerlana, czyli klub £ykend. Tutaj oby³o siê bez supportów i po godzinie 21 na scenie pojawi³a siê kalifornijska ekipa. I ca³e szczê¶cie, ¿e nie pó¼niej, bo ju¿ zaczyna³em têskniæ, a do tego rozk³ad poci±gów powrotnych do Warszawy by³ nieub³agany. Uk³ad koncertu by³ podobny do tego, ju¿ znanego z CDQ, natomiast krótka rozmowa, jak± zd±¿y³em przeprowadziæ z Jesse'm przed wystêpem, zaowocowa³a pojawieniem siê w repertuarze brakuj±cych w Warszawie "Banana" i sztandarowego przeboju "Reggae From The Ghetto". Show oczywi¶cie po raz kolejny by³ na najwy¿szym poziomie, natomiast zdecydowanie lepiej oceniam ten warszawski. Co prawda we Wroc³awiu by³o, jak ju¿ wspomina³em, nieco bardziej kameralnie, co nieraz potrafi bardzo pozytywnie wp³yn±æ na jako¶æ odbioru, czego¶ mi jednak zabrak³o. Publiczno¶æ, poza sta³± obsad± imprez w tym klimacie, sprawia³a wra¿enie zdecydowanie bardziej przypadkowej ni¿ w stolicy, co ca³e szczê¶cie skutecznie nadrabia³a tañcem. Natomiast Aggrolites, pomimo minimalnie mniej gor±cego przyjêcia, po raz kolejny udowodnili ¿e s± gwiazdami naprawdê du¿ego kalibru i przez pó³torej godziny niestrudzenie raczyli nas brudnym reggae w najlepszej mo¿liwej formie.

Po koncercie znalaz³o siê jeszcze nieco czasu na after party w wykonaniu DJ Juli, jak zwykle w ¶wietniej formie. Z czasem klub zacz±³ siê wyludniaæ, a i ja, zmêczony i zadowolony jak ma³o kiedy, uzupe³niwszy luki w aggro-p³ytotece uda³em siê w drogê powrotn±. Po dwóch kolejnych koncertach ciê¿ko raczej mówiæ o niedosycie, jednak gdyby nie pewne braki natury czasowo-finansowej, z pewno¶ci± nastêpnego dnia znalaz³bym siê w Pradze, gdzie zak³adaj±c, ¿e choæ trochê uda³o mi siê zasugerowaæ Jesse'go, jest realna szansa na wspólny wystêp razem z The Kitchennettes. Takie cudo naprawdê szkoda by by³o przegapiæ, natomiast wszystkich zainteresowanych mogê zapewniæ, ¿e i tam bêdzie redakcja Rudemaker.pl, a relacja ju¿ wkrótce uka¿e siê na naszych stronach.



2008-09-25 - DirtyFingerpowrót »