"Enjoy Yourself" Ska Reggae Party
2012-02-18, £ód¼
Enjoy Yourself czyli gor±ca jamajska impreza w ostatni± sobotê karnawa³u. Do czerwono¶ci rozgrzej± parkiet selekcj± karaibskich szlagierów: gospodarz imprezy Hot Shot Sound oraz... wi�cej »

relacje
- 2011 - kwiecieñ (2)
- 2010 - maj (1)
- 2010 - styczeñ (1)
- 2009 - grudzieñ (1)
- 2009 - pa¼dziernik (1)
- 2009 - marzec (2)
- 2009 - luty (2)
- 2009 - styczeñ (1)
- 2008 - grudzieñ (1)
- 2008 - listopad (5)
- 2008 - pa¼dziernik (4)
- 2008 - wrzesieñ (2)
- 2008 - sierpieñ (1)
- 2008 - lipiec (7)
- 2008 - czerwiec (3)
- 2008 - maj (3)
- 2008 - kwiecieñ (1)
- 2008 - styczeñ (1)
- poka¿ wszystkie
reklama
Toots and the Maytals

Toots and the Maytals
2008-07-08
Chambéry
miejsce: Carré Curial
8 lipca 2008 mia³ byæ dniem przez du¿e D, gdy¿ tego dnia mieli¶my zobaczyæ na ¿ywo legendê reggae, Tootsa Hibberta wspomaganego muzycznie przez zespó³ The Maytals, czyli Toots and The Maytals! Muzycy zostali zaproszeni na festiwal Reggaeland w P³ocku, ale ze wzglêdu na zbie¿no¶æ czasow± tego¿ z Potsdamer Ska Festiwalem, na którym nam bardzo zale¿a³o, postanowili¶my zrobiæ ma³y przystanek w wakacyjnej wyprawie i obejrzeæ Tootsa we Francji.
Ju¿ doje¿d¿aj±c do francuskiego miasta Chambéry po³o¿onego w Alpach nad bajkowej urody jeziorem byli¶my zachwyceni, czekali¶my jednak niecierpliwie na muzyczn± puentê tej podró¿y. Po drobnych trudno¶ciach technicznych ;) dotarli¶my wieczorem na miejsce koncertu, dziedziniec Carré Curial, czyli dawnych napoleoñskich koszar, przekszta³conych na miejsce imprez. Wszystko zupe³nie za darmo, od hojnego dla swych mieszkañców miasteczka…cud miód!
Kilkana¶cie minut po dwudziestej na scenie zjawili siê wyczekiwani przez nas muzycy. Najwiêksz± uwagê publiczno¶ci, stanowionej w 99% przez mieszkañców miasteczka i alternatywn± m³odzie¿ pal±c± trawê i w 1% przez skinów lub rude boy’ów, skupi³ od razu oczywi¶cie Toots. Chyba nie tylko dlatego, ¿e robi³ tego wieczora za gwiazdê numer jeden, ale równie¿ ze wzglêdu na skórzany strój, którego nie powstydzi³by siê porz±dny harleyowiec (swoj± drog± podziwiam upodobanie muzyków z Jamajki do ekscentrycznych kreacji!). Napiêcie zwi±zane z oczekiwaniem i energia zgromadzona przez kilkaset osób eksplodowa³y z niesamowit± moc± przy pierwszych d¼wiêkach otwieraj±cego koncert instrumentalu "Guns of Navarrone", który jednak Toots postanowi³ "za¶piewaæ" lub raczej "zanuciæ" czy "zamruczeæ" razem z dwiema chórzystkami, obdarzonymi charakterystycznymi, ciep³ymi g³osami. Dziw, ¿e Carré Curial nie wylecia³o w powietrze. Fajnie.
Po mocnej i zapadaj±cej w pamiêæ inauguracji tej reggae-mszy muzyczni kap³ani rzucali spragnionym duszom hit za hitem z gatunku tych, których winylowe wydania wprawiaj± w bujanie setki bioder na allnighterach jak ¶wiat d³ugi i szeroki: "Louie, Louie", "Reggae Got Soul", "Pressure Drop", "Monkey Man", "Funky Kingston", "Pomps and Pride", "54-46 Was My Number", "Take Me Home Country Roads" etc. Niby piêknie i prawie jak w raju... prawie robi jednak du¿± ró¿nicê, któr± niestety do¶æ szybko wylano z kub³em wody na g³owy entuzjastów.
Czy chodzi³o o otoczone ju¿ czarn± s³aw± klawisze symuluj±ce instrumenty dête? A mo¿e o grobowe miny artystów (zw³aszcza basisty), którzy, za wyj±tkiem sekcji ¶piewaj±cej, wygl±dali jakby mieli pretensje, ¿e graj±? Byæ mo¿e powodem owego "prawie" by³y przemycane co i rusz, a od po³owy koncertu coraz bardziej, smaczki gospelowo-funkowe (które, jak siê okazuje, zdaniem niektórych trzeba kochaæ, je¶li siê lubi reggae)? A mo¿e wreszcie najbardziej zdumiewaj±ce i niepokoj±ce by³o to, ¿e pod scen± we francuskim Chambéry zmaterializowa³ siê koszmar zabawy do reggae i ska w najgorszym stylu rodem z polskiego koncertu... "ska siê tañczy, nie poguje", jak przypominaj± dobrze znane autorytety. Posty po wiêkszo¶ci koncertów w naszym kraju zawieraj± dobitne uwagi i skargi na nieadekwatn± zabawê pod scen±, wiêc s±dzê, ¿e jest to sprawa wa¿na dla niemal wszystkich z nas. W Chambéry szaleñcze pogo tratuj±cego wszystko dooko³a stada przewy¿szy³o wizje z moich koszmarów... o zgrozo, Toots daleki by³ od moralizatorskiej misji Wirusa i Skadyktatora, zachêcaj±c wrêcz t³um do podskakiwania niczym ping-pongowe pi³eczki wysypane z pude³ka. By³o to smutne i umniejsza³o moj± rado¶æ z koncertu, ale w kategorii "dobrego kontaktu z t³uszcz±" Toots dosta³by pewnie maksimum punktów. Taaaaaaaak.
¯eby podskakiwaæ, jak wspomniane pi³eczki, trzeba mieæ oczywi¶cie stosowny akompaniament. I tu wychodzi szyd³o z worka – prawie ka¿d± piosenkê Maytalsi okrasili w mniejszym lub wiêkszym stopniu beatem, którego nie powstydzi³yby siê najbardziej "kwadratowe" niemieckie kapele ska. To zmierzaj±ce szybko i do przodu umca umca nie mia³o, niech mi wierz± sceptycy, szczególnie du¿o wspólnego z elementami soulu, funku czy nawet bluesu, których rzekomo nie dos³yszeli¶my siê.
Powy¿sze wstawki by³y, jak ju¿ pisa³am wcze¶niej, i pewnie mia³yby szansê mi siê spodobaæ, gdyby ich by³o mniej. Ja wiem, ¿e na koncertach zespo³y wypadaj± inaczej ni¿ na p³ytach (swoj± drog±, nie lubiê albumów koncertowych), ale gdyby Toots i Maytalsi poinformowali mnie, ¿e maj± zamiar urz±dziæ w Chambéry co¶ w rodzaju jam session, to mój odbiór by³by inny. Jestem niewra¿liwa, prosta i nie znam siê na muzyce? Ja po prostu oczekiwa³am czego¶ innego – us³yszenia znanych i lubianych przebojów niekoniecznie w wersjach dziesiêciominutowych i tak perfekcyjnie gubi±cych g³ówny temat muzyczny, ¿e mo¿na by³o zapomnieæ, o jaki kawa³ek chodzi. By³am na kilku jam sessions w ¿yciu i chwalê je sobie bardzo, niemniej jednak wola³abym, gdyby kapela wykorzysta³a czas na zagranie jeszcze co najmniej kilku super znanych piosenek, których zabrak³o. Bo czasami odnosi³am wra¿enie, ¿e Toots próbuje na si³ê wype³niæ dany mu czas, jakby nie mia³ wiêcej hitów.
Kolejne minuty koncertu mija³y, a mnie coraz bardziej rzed³a mina. Napieraj±cy t³um i powietrze zielone od jamajskich specyfików kaza³y mi obserwowaæ koñcówkê gigu ju¿ nie spod sceny. Toots chyba siê za bardzo nawdycha³ zielska z pierwszego rzêdu, bo na finiszu szala³ ju¿ za bardzo…Tylko jego ci±gle piêkny i elektryzuj±cy g³os ratowa³ w moich oczach sytuacjê. Idea³ siêgn±³ bruku? Tak, wysz³am z tego spotkania z jamajsk± legend± nieco rozczarowana. Toots, który przez mikrofon powtarza³, ¿e bêdzie naszym nauczycielem (choæ kawa³ka "Teacher Teacher" nie zagra³), a my jego uczniami, da³ mi zbyt gorzk± lekcjê. Zosta³y mi: jego niewiarygodny g³os, Alpy tu¿ obok, a w domu piêkne piosenki na p³ytach. A przecie¿ aspirowa³am wy¿ej...
2008-07-30 - Agnespowrót »
Ju¿ doje¿d¿aj±c do francuskiego miasta Chambéry po³o¿onego w Alpach nad bajkowej urody jeziorem byli¶my zachwyceni, czekali¶my jednak niecierpliwie na muzyczn± puentê tej podró¿y. Po drobnych trudno¶ciach technicznych ;) dotarli¶my wieczorem na miejsce koncertu, dziedziniec Carré Curial, czyli dawnych napoleoñskich koszar, przekszta³conych na miejsce imprez. Wszystko zupe³nie za darmo, od hojnego dla swych mieszkañców miasteczka…cud miód!
Kilkana¶cie minut po dwudziestej na scenie zjawili siê wyczekiwani przez nas muzycy. Najwiêksz± uwagê publiczno¶ci, stanowionej w 99% przez mieszkañców miasteczka i alternatywn± m³odzie¿ pal±c± trawê i w 1% przez skinów lub rude boy’ów, skupi³ od razu oczywi¶cie Toots. Chyba nie tylko dlatego, ¿e robi³ tego wieczora za gwiazdê numer jeden, ale równie¿ ze wzglêdu na skórzany strój, którego nie powstydzi³by siê porz±dny harleyowiec (swoj± drog± podziwiam upodobanie muzyków z Jamajki do ekscentrycznych kreacji!). Napiêcie zwi±zane z oczekiwaniem i energia zgromadzona przez kilkaset osób eksplodowa³y z niesamowit± moc± przy pierwszych d¼wiêkach otwieraj±cego koncert instrumentalu "Guns of Navarrone", który jednak Toots postanowi³ "za¶piewaæ" lub raczej "zanuciæ" czy "zamruczeæ" razem z dwiema chórzystkami, obdarzonymi charakterystycznymi, ciep³ymi g³osami. Dziw, ¿e Carré Curial nie wylecia³o w powietrze. Fajnie.
Po mocnej i zapadaj±cej w pamiêæ inauguracji tej reggae-mszy muzyczni kap³ani rzucali spragnionym duszom hit za hitem z gatunku tych, których winylowe wydania wprawiaj± w bujanie setki bioder na allnighterach jak ¶wiat d³ugi i szeroki: "Louie, Louie", "Reggae Got Soul", "Pressure Drop", "Monkey Man", "Funky Kingston", "Pomps and Pride", "54-46 Was My Number", "Take Me Home Country Roads" etc. Niby piêknie i prawie jak w raju... prawie robi jednak du¿± ró¿nicê, któr± niestety do¶æ szybko wylano z kub³em wody na g³owy entuzjastów.
Czy chodzi³o o otoczone ju¿ czarn± s³aw± klawisze symuluj±ce instrumenty dête? A mo¿e o grobowe miny artystów (zw³aszcza basisty), którzy, za wyj±tkiem sekcji ¶piewaj±cej, wygl±dali jakby mieli pretensje, ¿e graj±? Byæ mo¿e powodem owego "prawie" by³y przemycane co i rusz, a od po³owy koncertu coraz bardziej, smaczki gospelowo-funkowe (które, jak siê okazuje, zdaniem niektórych trzeba kochaæ, je¶li siê lubi reggae)? A mo¿e wreszcie najbardziej zdumiewaj±ce i niepokoj±ce by³o to, ¿e pod scen± we francuskim Chambéry zmaterializowa³ siê koszmar zabawy do reggae i ska w najgorszym stylu rodem z polskiego koncertu... "ska siê tañczy, nie poguje", jak przypominaj± dobrze znane autorytety. Posty po wiêkszo¶ci koncertów w naszym kraju zawieraj± dobitne uwagi i skargi na nieadekwatn± zabawê pod scen±, wiêc s±dzê, ¿e jest to sprawa wa¿na dla niemal wszystkich z nas. W Chambéry szaleñcze pogo tratuj±cego wszystko dooko³a stada przewy¿szy³o wizje z moich koszmarów... o zgrozo, Toots daleki by³ od moralizatorskiej misji Wirusa i Skadyktatora, zachêcaj±c wrêcz t³um do podskakiwania niczym ping-pongowe pi³eczki wysypane z pude³ka. By³o to smutne i umniejsza³o moj± rado¶æ z koncertu, ale w kategorii "dobrego kontaktu z t³uszcz±" Toots dosta³by pewnie maksimum punktów. Taaaaaaaak.
¯eby podskakiwaæ, jak wspomniane pi³eczki, trzeba mieæ oczywi¶cie stosowny akompaniament. I tu wychodzi szyd³o z worka – prawie ka¿d± piosenkê Maytalsi okrasili w mniejszym lub wiêkszym stopniu beatem, którego nie powstydzi³yby siê najbardziej "kwadratowe" niemieckie kapele ska. To zmierzaj±ce szybko i do przodu umca umca nie mia³o, niech mi wierz± sceptycy, szczególnie du¿o wspólnego z elementami soulu, funku czy nawet bluesu, których rzekomo nie dos³yszeli¶my siê.
Powy¿sze wstawki by³y, jak ju¿ pisa³am wcze¶niej, i pewnie mia³yby szansê mi siê spodobaæ, gdyby ich by³o mniej. Ja wiem, ¿e na koncertach zespo³y wypadaj± inaczej ni¿ na p³ytach (swoj± drog±, nie lubiê albumów koncertowych), ale gdyby Toots i Maytalsi poinformowali mnie, ¿e maj± zamiar urz±dziæ w Chambéry co¶ w rodzaju jam session, to mój odbiór by³by inny. Jestem niewra¿liwa, prosta i nie znam siê na muzyce? Ja po prostu oczekiwa³am czego¶ innego – us³yszenia znanych i lubianych przebojów niekoniecznie w wersjach dziesiêciominutowych i tak perfekcyjnie gubi±cych g³ówny temat muzyczny, ¿e mo¿na by³o zapomnieæ, o jaki kawa³ek chodzi. By³am na kilku jam sessions w ¿yciu i chwalê je sobie bardzo, niemniej jednak wola³abym, gdyby kapela wykorzysta³a czas na zagranie jeszcze co najmniej kilku super znanych piosenek, których zabrak³o. Bo czasami odnosi³am wra¿enie, ¿e Toots próbuje na si³ê wype³niæ dany mu czas, jakby nie mia³ wiêcej hitów.
Kolejne minuty koncertu mija³y, a mnie coraz bardziej rzed³a mina. Napieraj±cy t³um i powietrze zielone od jamajskich specyfików kaza³y mi obserwowaæ koñcówkê gigu ju¿ nie spod sceny. Toots chyba siê za bardzo nawdycha³ zielska z pierwszego rzêdu, bo na finiszu szala³ ju¿ za bardzo…Tylko jego ci±gle piêkny i elektryzuj±cy g³os ratowa³ w moich oczach sytuacjê. Idea³ siêgn±³ bruku? Tak, wysz³am z tego spotkania z jamajsk± legend± nieco rozczarowana. Toots, który przez mikrofon powtarza³, ¿e bêdzie naszym nauczycielem (choæ kawa³ka "Teacher Teacher" nie zagra³), a my jego uczniami, da³ mi zbyt gorzk± lekcjê. Zosta³y mi: jego niewiarygodny g³os, Alpy tu¿ obok, a w domu piêkne piosenki na p³ytach. A przecie¿ aspirowa³am wy¿ej...
2008-07-30 - Agnespowrót »