REGGAE SHOT #1 with NATURAL DREAD KILLAZ 2012-02-10, Toruñ

Feel Like Jumping Presents ... Zapraszamy w pi±tek 10 lutego na pierwsz± edycjê imprez i koncertów przy gor±cych klimatach z Jamajki do klubu NRD w Toruniu. Podczas REGGAE SHOT... wi�cej »

reklama

Allegro - najwiêksze aukcje internetowe, najni¿sze ceny! Kup i sprzedaj!

ReggaeLand 2008 - Toots and The Maytals

ReggaeLand 2008 - Toots and The Maytals

ReggaeLand 2008 - Toots and The Maytals
2008-07-12
P³ock
miejsce: pla¿a nad Wis³±

Tak siê fantastycznie wrêcz z³o¿y³o, ¿e w ramach tegorocznej, trzeciej ju¿ edycji p³ockiego festiwalu Reggaeland zawita³ nad Wis³ê nikt inny jak sam Frederick "Toots" Hibbert ze swoim bandem the Maytals. Oczekiwania by³y du¿e, zwa¿ywszy swego rodzaju kultow±, czy mo¿e legendarn± aurê towarzysz±c± postaci, która w³a¶ciwie jest jednym z inicjatorów ca³ego nurtu muzycznego zwanego reggae, wydarzenie naprawdê mia³o charakter najwy¿szej rangi. Tym bardziej s³uszn± decyzj± by³o zjawienie siê w P³ocku dwunastego lipca, a wiêc drugiego dnia festiwalu.

Celem wyja¶nienia dodam, ¿e pierwszy dzieñ imprezy mia³ jak dla mnie charakter zbyt reggaeowo-dancehallowy bym teleportowa³ siê ze stolicy nieco wcze¶niej. Nie chcê w ten sposób uraziæ nikogo z wystêpuj±cych w pi±tek muzyków, jednak po prostu nie lubiê zmuszaæ siê do nieco sztucznego entuzjazmu. Z du¿± doz± prawdopodobieñstwa jestem w stanie stwierdziæ, ¿e po pierwszym dniu festu by³bym zupe³nie niepotrzebnie do¶æ mocno znudzony, pomimo niepodwa¿alnej klasy gwiazd takich jak Collie Budzz, czy Lady Saw. Niczego im nie ujmuj±c, kwestia gustu. Dobitnym potwierdzeniem s³uszno¶ci mojej decyzji mo¿e byæ fakt, ¿e gdy w sobotê, nieco po godzinie trzynastej, znalaz³em siê na p³ockiej pla¿y z minuty na minutê moja mina robi³a siê coraz bardziej znudzona i zblazowana. Z perspektywy czasu ciê¿ko mi nawet oceniæ, czy w wiêkszej czê¶ci by³a to zas³uga w±tpliwej jako¶ci muzyki serwowanej przez kolejnych wykonawców, czy mo¿e te¿ niezale¿nych od organizatorów, a co najmniej upalnych czynników pogodowych. Tak czy siak dzieñ up³yn±³ mi pod znakiem oganiania siê od nadrzecznych komarów i leniwego s±czenia piwa w oczekiwaniu na gwiazdê wieczoru.

Bardzo mo¿liwe, ¿e mi³± niespodziank± w przynudnawym sobotnim repertuarze p³ockiej sceny móg³by okazaæ siê Linton Kwesi Johnson i graj±cy z nim Dennis Bowell Dub Band, jednak z przyczyn rozmaitych nie by³o mi dane wys³uchaæ ca³o¶ci koncertu. Jedyne co mogê rzec w tym temacie, to ¿e pierwsze trzy numery sprawia³y wra¿enie ¶wietnie dopracowanych i rewelacyjnie zagranych od strony technicznej. Tyle w ramach pochwa³ dla zespo³u, bo ju¿ nawet ten krótki pocz±tek wskazywa³, ¿e Linton ma nadmiern± wokaln± sk³onno¶æ do wszelkiego rodzaju melorecytacyjnego misjonarstwa, czy innego kaznodziejstwa, do których entuzjastów zdecydowanie nie nale¿ê.

Gdy wróci³em pod po³o¿on± na pla¿y scenê, ju¿ krz±tali siê na niej muzycy The Maytals, szykuj±c nam g³ówne danie wieczoru. Zaznaczam, ¿e stara³em siê podej¶æ do wystêpu ze ¶wie¿ym umys³em i w mojej ocenie w ¿aden sposób nie sugerowaæ siê niepokoj±cymi g³osami dochodz±cymi od niezadowolonych fanów Tootsa po niedawnym koncercie we francuskim Chambéry. Niestety potwierdzeniem ich pesymistycznej opinii zdawa³ siê byæ sk³ad zespo³u, który wyszed³ przed p³ock± publiczno¶æ. Poza oczywist± perkusj±, dwie gitary i klawisze? Nawet wzbogacone o jak¿e uroczy dwuosobowy chórek, którego o ile mi wiadomo przynajmniej jedna cz³onkini jest córk± Tootsa, takie zestawienie wygl±da³o bez sekcji dêtej co najmniej skromnie. Ale nie oceniajmy zespo³u po ok³adce, pozwólmy im zagraæ.

Tak, m±dra decyzja. Przepiêkne reggae w najlepszym dynamicznym stylu w po³±czeniu z rozmaitymi nalecia³o¶ciami soulu, funky, rhytm & bluesa czy nawet gospel to w³a¶ciwie nawet wiêcej ni¿ spodziewa³em siê po tym koncercie. Wszelkie mo¿liwe hity, "Sweet & Dandy", "Monkey Man", "Funky Kingston", "Luoie, Louie", "54-46", czy "Bam Bam", przy którym autentycznie zakrêci³a mi siê w oku ³ezka wzruszenia. Rozumiem, ¿e do¶æ synkretyczny styl grania jakie zaserwowa³ nam Toots nie wszystkim musia³ przypa¶æ do gustu, jednak dla mnie by³o to dok³adnie to, czego oczekiwa³bym po muzyku, który przez ca³± karierê gar¶ciami czerpa³ z kolejnych muzycznych nurtów. Momentami faktycznie by³o szybko, ale ca³y koncert by³ jednak utrzymany w do¶æ klasycznym rytmie i mimo wszelkich gospelowych nawet fragmentów, gdzie Toots zdawa³ siê wcielaæ w rolê nawiedzonego reggae-pastora, w ¿adnym razie nie odwa¿y³bym siê stwierdziæ ¿e tempo to by³o przesadzone. Brak sekcji dêtej zastêpowanej nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni klawiszami w pe³ni wynagrodzi³ mi ¶wietnie dysponowany g³os g³ównego bohatera tego wieczoru, a Marie "Twiggi" Gitten i Leba Thomas w ramach chórku dope³ni³y ca³o¶ci.

Wielu artystom w tym wieku ¿yczyæ mo¿na takiej formy jak± w P³ocku pokaza³ Toots, takiego g³osu, takich mo¿liwo¶ci i tak b³yskotliwej zdolno¶ci ³±czenia reggae z innymi gatunkami. Nic dziwnego, ¿e niezale¿nie od s³usznej d³ugo¶ci ca³ego show pozosta³ pewien niedosyt, takiego grania chcia³oby siê s³uchaæ bez przerwy. Na pocieszenie pozosta³ koñcz±cy scenê koncertow± festiwalu wystêp znanego ju¿ u nas niemieckiego bandu Yellow Umbrella. Nie chcê rozpisywaæ siê zbytnio w tym temacie, jako ¿e przyt³oczony nadmiarem doznañ zwi±zanych z popisem Tootsa, nie mia³em przyjemno¶ci wys³uchaæ proponowanego przez nich zestawu w ca³o¶ci. Mogê tylko powiedzieæ, ¿e zaprezentowali siê nie¼le, ale jako ¿e grali ju¿ po najwa¿niejszym wydarzeniu tej nocy, w ¿aden sposób nie byli w stanie przebiæ siê przez d¼wiêki jamajskiej legendy.

Wra¿enia z Reggaelandu, jak nietrudno wywnioskowaæ z powy¿szych tre¶ci mam wiêc pomimo pewnych niedoci±gniêæ jak najbardziej pozytywne. Frekwencja mo¿e nie by³a powalaj±ca, ale pozwala mieæ nadziejê na kolejne edycje, z pewno¶ci± nie gorsze pod wzglêdem zarówno organizacyjnym jak i muzycznym. W oczekiwaniu na ods³onê 2009 pozostaje ¿yæ wspomnieniami z tegorocznego performance'u Tootsa i co chwilê ³apaæ siê na tym, ¿e w g³owie wci±¿ gra melodyjne "Louie, Louie".

2008-07-27 - DirtyFingerpowrót »