"Enjoy Yourself" Ska Reggae Party
2012-02-18, £ód¼
Enjoy Yourself czyli gor±ca jamajska impreza w ostatni± sobotê karnawa³u. Do czerwono¶ci rozgrzej± parkiet selekcj± karaibskich szlagierów: gospodarz imprezy Hot Shot Sound oraz... wi�cej »

relacje
- 2011 - kwiecieñ (2)
- 2010 - maj (1)
- 2010 - styczeñ (1)
- 2009 - grudzieñ (1)
- 2009 - pa¼dziernik (1)
- 2009 - marzec (2)
- 2009 - luty (2)
- 2009 - styczeñ (1)
- 2008 - grudzieñ (1)
- 2008 - listopad (5)
- 2008 - pa¼dziernik (4)
- 2008 - wrzesieñ (2)
- 2008 - sierpieñ (1)
- 2008 - lipiec (7)
- 2008 - czerwiec (3)
- 2008 - maj (3)
- 2008 - kwiecieñ (1)
- 2008 - styczeñ (1)
- poka¿ wszystkie
IV Mighty Sounds 2008

IV Mighty Sounds 2008
2008-07-18
Ol¹í u Tábora
miejsce: Ol¹í u Tábora
Tak siê fortunnie z³o¿y³o, ¿e w tym roku uda³o mi siê po raz pierwszy zawitaæ na czeskim festiwalu "Mighty Sounds" (to ju¿ jego czwarta edycja). Prawdê mówi±c nie mia³em do tej pory okazji uczestniczyæ w ¿adnej festiwalowej imprezie organizowanej przez naszych po³udniowych s±siadów, nie do koñca wiedzia³em wiêc czego siê spodziewaæ. Liczne relacje z poprzednich edycji festu wskazywa³y na nieco woodstockow± atmosferê, której nie jestem zwolennikiem, po³±czon± jednak z dobr± organizacj± techniczn± imprezy i doskona³± list± wykonawców, którzy zazwyczaj przyjmowani przez publiczno¶æ niezwykle entuzjastycznie, na czeskiej scenie czuj± siê naprawdê ¶wietnie.
Jak okaza³o siê byæ w rzeczywisto¶ci? Du¿o jest prawdy w tym co mi mówiono, warto jednak dodaæ, ¿e woodstockowa atmosfera w czeskim wydaniu jest zdecydowanie bardziej akceptowalna ni¿ u nas, natomiast publiczno¶æ niezale¿nie od przyjêtego stylu, czy przynale¿no¶ci subkulturowej sprawia wra¿enie zupe³nie ¶wiadomej i wyedukowanej w temacie wykonawców i muzyki jak± im serwuj±, o czym po naszej stronie granicy mo¿na jak na razie niestety tylko pomarzyæ.
Przejd¼my jednak do meritum, czyli trzydniowych, prawdziwie maratoñskich doznañ muzycznych... pierwszego dnia w zwi±zku z do¶æ pó¼n± godzin± przybycia umknê³o mi to i owo. Disco Balls nie uda³o siê wiêc zobaczyæ po raz kolejny. Skaosu ¿a³ujê nieco mniej, jako ¿e mia³em ju¿ dwukrotnie okazjê pos³uchaæ ich na ¿ywo. Za to za³apa³em siê na s³ownie jeden kawa³ek graj±cego ponoæ bardzo dancehallowo na tym festiwalu Ring Dinga - "Ring of Fire" z daleka sprawia³ naprawdê pozytywne wra¿enie. Pó¼niej jeszcze Polemic w typowym dla siebie, ca³kiem przyjemnym stylu i koñcówka wystêpu Liptones równie¿ ca³kiem na poziomie choæ bez wodotrysków... no i danie g³ówne podane na ma³ej scenie...
...absolutnym odkryciem dnia pierwszego s± dla mnie The Kitchenettes i przygrywaj±cy im The Basement Brothers. Klasyczny motownowy soul z lekkimi domieszkami innych gatunków, który upewnia mnie w przekonaniu ¿e czterech literek "soul" w nazwie tego serwisu w ¿adnym razie nie mog³o zabrakn±æ. Ol¶nienie na miarê Pepper Pots na zesz³orocznym fe¶cie w Mainz. Dodatkowo dziewczyny jeszcze totalnie roznios³y mnie swoj± wersj± "Tainted Love".
Mad Caddies lansowane zdaje siê na gwiazdê pierwszego wieczoru odbieram raczej w kategoriach sporego rozczarowania. Mo¿e i instrumentalnie dopracowane, mo¿e i kompozycyjnie nie najgorsze, ale jak na moje po prostu nudne i monotonne. Bardzo mo¿liwe, ¿e gdyby nie pewne dodatkowe atrakcje w okolicach sceny w wykonaniu polskiej reprezentacji z po³udnia po kilku minutach znalaz³bym siê zupe³nie gdzie indziej.
Drugi dzieñ rozpocz±³em od Prague Ska Conspiracy, które zgodnie z przewidywaniami ca³kiem skutecznie zmêczy³o moje nogi, g³ównie za spraw± uroczej, ciemnoskórej wokalistki o powalaj±cym g³osie. Mo¿na powiedzieæ, ¿e nastawiony optymistycznie przes³uchan± w domu p³yt± dosta³em dok³adnie to czego oczekiwa³em, czyli s³uszn± porcjê fajnego melodyjnego ska rodem z Czech.
Yellow Umbrella, zespó³ który widzia³em drugi raz w ci±gu dwóch tygodni, a zarazem drugi raz w ogóle, po raz kolejny ca³kiem g³adko w¶lizgn±³ siê w moje uszy, natomiast z licznych relacji z ich wcze¶niejszych wystêpów, wiem ¿e staæ ich na zdecydowanie wiêcej. Na pewno nie zrobi³oby im ¼le gdyby nieco urozmaicili kompozycyjnie styl swoich koncertów, czasem zwolnili tempo. Na uwagê zas³uguje równie¿ fakt, ¿e nawet w Czechach nie oby³o siê bez polskich akcentów w ich scenicznym show, co udowadnia serdeczny stosunek zespo³u do naszej publiczno¶ci.
Uda³o mi siê te¿ za³apaæ na kilka numerów Sto Zvíøat, którzy przy s³uchaniu p³yt zawsze potrafili wywo³aæ na mojej twarzy u¶miech brzmi±cymi komicznie tekstami, niezale¿nie od faktu ¿e moja znajomo¶æ Czeskiego do przedwczoraj nie pozwala³a mi nawet na zrozumienie znaczenia nazwy zespo³u. Mo¿e nie jest to finezyjne ska najwy¿szych lotów, ale tañczy³o siê ca³kiem przyjemnie. Zreszt± jako ¿e zespó³ gra ju¿ od bardzo dawna i ciê¿ko znale¼æ w Czechach fana tego typu muzyki, który by o nich nie s³ysza³, publiczno¶æ pod scen± jak najbardziej dopisa³a i zabawa by³a wy¶mienita.
Nastêpnie Moskovskaya, niemieckie ska z przypiet± przeze mnie kilka lat temu ³atk± "byle szybciej i do przodu". Przez pierwsz± czê¶æ wystêpu minê mia³em raczej zblazowan±, ale pó¼niej panowie pokazali ¿e staæ ich na nieco wiêcej ni¿ typowe "DDR Ska" i przyznajê ¿e mimo pocz±tkowych w±tpliwo¶ci biodra rusza³y siê same. Obawiam siê, ¿e w ¿aden sposób nie prze³o¿y siê to na ew. dalsze nagrania studyjne, jako ¿e kierunek muzyczny zespo³u jest raczej sprecyzowany, ale dobrze wiedzieæ, ¿e mo¿na po nich oczekiwaæ znacznie wiêcej ni¿ topornej ³upaniny. Ca³kiem mi³e zaskoczenie.
Kluczowym elementem drugiego wieczoru by³ oczywi¶cie popis Dennisa Alcapone. Wiem, ¿e nie wszystkim przypad³ do gustu, jednak w moje ucho jego radosne macho-nawijki trafi³y wrêcz doskonale. Klasyczne bujanie w rytmach reggae z przygrywaj±cym mu Sharp Axe Band i nie do koñca zsynchronizowanym, ale obdarzonym niezwykle pasuj±cym do ca³o¶ci g³osem dodatkowym wokalist± sprawi³o ¿e nie mog³em ¼le bawiæ siê podczas tego koncertu. I co z tego ¿e wolno, ¿e ma³o ska, ¿e dête z klawiszy, kiedy koncert by³ po prostu rewelacyjny. By³y wszystkie znane z p³yt przeboje zagrane nie tyle w formie oddzielnych kawa³ków co umiejêtnie wplecione brzmieniowo w wiêksze kompozycje. Wystêp Dennisa uwa¿am za niekwestionowany numer jeden dnia drugiego.
Graj±cy chwilê pó¼niej czeski band Fast Food Orchestra co prawda zdecydowanie wola³bym us³yszeæ przed Alcapone'm, jednak wra¿enia mam jak najbardziej entuzjastyczne. Warto zaznaczyæ ze na scenie zespó³ zaprezentowa³ siê zupe³nie inaczej ni¿ na znanych mi p³ytach. O ile tam mia³em do czynienia z typowym, utrzymanym zwykle w szybkim tempie ska, na koncercie zespó³ pokaza³ siê ze strony zdecydowanie reggaeowo-dancehallowej, zapewne w du¿ej czê¶ci za spraw± towarzysz±cego im wokalnie Dr. Kary'ego, znanego mi do tej pory wy³±czenie z pojedynczego nagrania w duecie z niejakim General Kryshpeen'em. Muszê przyznaæ, ¿e czeski nawijacz z czarnym g³osem zrobi³ zespo³owi naprawdê dobrze. I mimo brzmienia ostro kontrastuj±cego z tym znanym z p³yt, podoba³o mi siê takie granie zdecydowanie bardziej ni¿ bym siê tego po sobie spodziewa³.
W zwi±zku z pewnymi atrakcjami oko³o koncertowymi, kocertów dzieñ trzeci zacz±³em dopiero oko³o osiemnastej wystêpem The Upsessions. Widzia³em ich ju¿ rok temu a Mainz, jednak wtedy jako ¿e grali zaraz po genialnych Pepper Pots, nie by³o mi dane w pe³ni doceniæ ich grania. W Czechach Holendrzy wizualnie zaprezentowali styl sportowy, objawiaj±c siê na scenie w identycznych, zielono-¿ó³tych kompletach dresowych, natomiast muzycznie pokazali dok³adnie to, na co liczy³em. Odpowiednie proporcje miêdzy ska i reggae, sekcja rytmiczna przywodz±ca na my¶l The Aggrolites, popisy wy¶mienitego technicznie puzonisty i elektryzuj±ce brzmienie klawiszy sprawiaj± ¿e motto zespo³u "cool and deadly, rough and badly, this band’s gonna rock you up madly" by³o tu zupe³nie na miejscu, a wystêp w stu procentach przekona³ mnie do ponownego przys³uchania siê ich dotychczasowym nagraniom.
Nieco nie po mojej my¶li przebieg³ koncert The Chancers, których fanem w Polsce jestem, o ile mi wiadomo, tylko i wy³±cznie ja. Niesprzyjaj±ca aura nie pozwoli³a na pos³uchanie wiêcej ni¿ czterech pierwszych kawa³ków. Mo¿e nie by³o jakiego¶ sza³u, ale utwierdzi³em siê w przekonaniu ¿e zespó³ graæ potrafi, a g³os charyzmatycznego wokalisty podoba mi siê w dalszym ci±gu. Wiêcej niestety nie jestem w stanie w tym temacie napisaæ, chc±c unikn±æ konfabulacji.
Po dwudziestej natomiast mia³a miejsce niezwykle mi³a niespodzianka, mianowicie zespó³ The Toasters, który po ostatnich koncertowych dokonaniach powoli zacz±³em spisywaæ na straty, pojawi³ siê na scenie w zmienionym sk³adzie i dobitnie pokaza³ co znaczy byæ w naprawdê dobrej formie. Bucket sprawia³ wra¿enie wyluzowanego, a ca³a ekipa (swoj± drog± prawdziwy Dream-Team) zagra³a naprawdê rewelacyjny gig, pe³en energii i klasycznych kawa³ków wykonanych naprawdê na najwy¿szym poziomie. Z rado¶ci± zwracam wiêc Toastersom honor i niecierpliwie czekam na nastêpne koncerty.
A co mogê powiedzieæ o Doreen Shaffer? No tu zdecydowanie nie by³o niespodzianek. Wspania³y, choæ mo¿e i nieco ju¿ zmêczony g³os, rewelacyjny przegl±d przez niezapomniane przeboje, ³ezka wzruszenia przy "Sugar, Sugar" i genialny backing band bêd±cy po³±czeniem przygrywaj±cego równie¿ Dennisowi Alcapone i Ring Dingowi, Sharp Axe Band oraz nie gorszych Moon Invaders. Sto procent satysfakcji, szczególnie wobec ¶wietnego kontaktu Pierwszej Damy Ska z publiczno¶ci± i dawka p³yn±cej ze sceny energii pozwalaj±ca mimo skrajnego ju¿ zmêczenia nie tylko na radosne bujanie podczas wystêpu ale i przeczekanie jeszcze dwóch godzin do koncertu Mr.T-Bone & The Young Lions.
Zdecydowanie warto by³o czekaæ - tutaj naprawdê by³ ogieñ! Melodyjne brzmienia doskonale znane z poprzednich albumów po³±czone z kompozycjami z najnowszej p³yty "Heroes" stanowi³y mieszankê nie pozwalaj±c± nawet na chwilê przerwy. Sam nie wiem, czy bardziej poruszy³y mnie instrumentalne mo¿liwo¶ci "The Young Lions", czy wokalno-puzonowy show w wykonaniu T-Bone'a. Jedno mogê powiedzieæ z ca³± pewno¶ci± - by³ to jeden z najlepszych, je¶li nie najlepszy koncert ca³ego festiwalu. Niezale¿nie od pó¼nej pory i nieco przetrzebionej deszczem publiczno¶ci zabawa by³a na najwy¿szym poziomie, a g³os T-Bone'a i styl ¶piewania nawi±zuj±cy momentami do starych jamajskich nawijaczy na d³ugo pozostan± w mojej pamiêci, w odró¿nieniu od zamykaj±cego ca³y festiwal setu znanej i lubianej Juli, mo¿na powiedzieæ naszej ambasadorki w czeskim ¶wiecie ska, przed której wystêpem niestety poleg³em w starciu z potrzeb± snu.
Na koniec wypada dodaæ, ¿e poza dwiema scenami, na których odbywa³y siê powy¿sze koncerty nie brak by³o równie¿ namiotów soundsystemowych, gdzie na dobr± sprawê przy odrobinie dobrych chêci, o ka¿dej porze mo¿na by³o znale¼æ co¶ dla siebie. Dodatkowo silna ekipa z Polski pozwala³a czuæ siê w Ol¹í zupe³nie jak u siebie. Podsumowuj±c, szeroka gama doznañ koncertowych jak równie¿ towarzyskich sprawi³a ¿e "Mighty Sounds" sta³o siê dla mnie jednym z ja¶niej ¶wiec±cych punktów na przysz³orocznej festiwalowej mapie Europy.
2008-07-22 - DirtyFingerpowrót »
Jak okaza³o siê byæ w rzeczywisto¶ci? Du¿o jest prawdy w tym co mi mówiono, warto jednak dodaæ, ¿e woodstockowa atmosfera w czeskim wydaniu jest zdecydowanie bardziej akceptowalna ni¿ u nas, natomiast publiczno¶æ niezale¿nie od przyjêtego stylu, czy przynale¿no¶ci subkulturowej sprawia wra¿enie zupe³nie ¶wiadomej i wyedukowanej w temacie wykonawców i muzyki jak± im serwuj±, o czym po naszej stronie granicy mo¿na jak na razie niestety tylko pomarzyæ.
Przejd¼my jednak do meritum, czyli trzydniowych, prawdziwie maratoñskich doznañ muzycznych... pierwszego dnia w zwi±zku z do¶æ pó¼n± godzin± przybycia umknê³o mi to i owo. Disco Balls nie uda³o siê wiêc zobaczyæ po raz kolejny. Skaosu ¿a³ujê nieco mniej, jako ¿e mia³em ju¿ dwukrotnie okazjê pos³uchaæ ich na ¿ywo. Za to za³apa³em siê na s³ownie jeden kawa³ek graj±cego ponoæ bardzo dancehallowo na tym festiwalu Ring Dinga - "Ring of Fire" z daleka sprawia³ naprawdê pozytywne wra¿enie. Pó¼niej jeszcze Polemic w typowym dla siebie, ca³kiem przyjemnym stylu i koñcówka wystêpu Liptones równie¿ ca³kiem na poziomie choæ bez wodotrysków... no i danie g³ówne podane na ma³ej scenie...
...absolutnym odkryciem dnia pierwszego s± dla mnie The Kitchenettes i przygrywaj±cy im The Basement Brothers. Klasyczny motownowy soul z lekkimi domieszkami innych gatunków, który upewnia mnie w przekonaniu ¿e czterech literek "soul" w nazwie tego serwisu w ¿adnym razie nie mog³o zabrakn±æ. Ol¶nienie na miarê Pepper Pots na zesz³orocznym fe¶cie w Mainz. Dodatkowo dziewczyny jeszcze totalnie roznios³y mnie swoj± wersj± "Tainted Love".
Mad Caddies lansowane zdaje siê na gwiazdê pierwszego wieczoru odbieram raczej w kategoriach sporego rozczarowania. Mo¿e i instrumentalnie dopracowane, mo¿e i kompozycyjnie nie najgorsze, ale jak na moje po prostu nudne i monotonne. Bardzo mo¿liwe, ¿e gdyby nie pewne dodatkowe atrakcje w okolicach sceny w wykonaniu polskiej reprezentacji z po³udnia po kilku minutach znalaz³bym siê zupe³nie gdzie indziej.
Drugi dzieñ rozpocz±³em od Prague Ska Conspiracy, które zgodnie z przewidywaniami ca³kiem skutecznie zmêczy³o moje nogi, g³ównie za spraw± uroczej, ciemnoskórej wokalistki o powalaj±cym g³osie. Mo¿na powiedzieæ, ¿e nastawiony optymistycznie przes³uchan± w domu p³yt± dosta³em dok³adnie to czego oczekiwa³em, czyli s³uszn± porcjê fajnego melodyjnego ska rodem z Czech.
Yellow Umbrella, zespó³ który widzia³em drugi raz w ci±gu dwóch tygodni, a zarazem drugi raz w ogóle, po raz kolejny ca³kiem g³adko w¶lizgn±³ siê w moje uszy, natomiast z licznych relacji z ich wcze¶niejszych wystêpów, wiem ¿e staæ ich na zdecydowanie wiêcej. Na pewno nie zrobi³oby im ¼le gdyby nieco urozmaicili kompozycyjnie styl swoich koncertów, czasem zwolnili tempo. Na uwagê zas³uguje równie¿ fakt, ¿e nawet w Czechach nie oby³o siê bez polskich akcentów w ich scenicznym show, co udowadnia serdeczny stosunek zespo³u do naszej publiczno¶ci.
Uda³o mi siê te¿ za³apaæ na kilka numerów Sto Zvíøat, którzy przy s³uchaniu p³yt zawsze potrafili wywo³aæ na mojej twarzy u¶miech brzmi±cymi komicznie tekstami, niezale¿nie od faktu ¿e moja znajomo¶æ Czeskiego do przedwczoraj nie pozwala³a mi nawet na zrozumienie znaczenia nazwy zespo³u. Mo¿e nie jest to finezyjne ska najwy¿szych lotów, ale tañczy³o siê ca³kiem przyjemnie. Zreszt± jako ¿e zespó³ gra ju¿ od bardzo dawna i ciê¿ko znale¼æ w Czechach fana tego typu muzyki, który by o nich nie s³ysza³, publiczno¶æ pod scen± jak najbardziej dopisa³a i zabawa by³a wy¶mienita.
Nastêpnie Moskovskaya, niemieckie ska z przypiet± przeze mnie kilka lat temu ³atk± "byle szybciej i do przodu". Przez pierwsz± czê¶æ wystêpu minê mia³em raczej zblazowan±, ale pó¼niej panowie pokazali ¿e staæ ich na nieco wiêcej ni¿ typowe "DDR Ska" i przyznajê ¿e mimo pocz±tkowych w±tpliwo¶ci biodra rusza³y siê same. Obawiam siê, ¿e w ¿aden sposób nie prze³o¿y siê to na ew. dalsze nagrania studyjne, jako ¿e kierunek muzyczny zespo³u jest raczej sprecyzowany, ale dobrze wiedzieæ, ¿e mo¿na po nich oczekiwaæ znacznie wiêcej ni¿ topornej ³upaniny. Ca³kiem mi³e zaskoczenie.
Kluczowym elementem drugiego wieczoru by³ oczywi¶cie popis Dennisa Alcapone. Wiem, ¿e nie wszystkim przypad³ do gustu, jednak w moje ucho jego radosne macho-nawijki trafi³y wrêcz doskonale. Klasyczne bujanie w rytmach reggae z przygrywaj±cym mu Sharp Axe Band i nie do koñca zsynchronizowanym, ale obdarzonym niezwykle pasuj±cym do ca³o¶ci g³osem dodatkowym wokalist± sprawi³o ¿e nie mog³em ¼le bawiæ siê podczas tego koncertu. I co z tego ¿e wolno, ¿e ma³o ska, ¿e dête z klawiszy, kiedy koncert by³ po prostu rewelacyjny. By³y wszystkie znane z p³yt przeboje zagrane nie tyle w formie oddzielnych kawa³ków co umiejêtnie wplecione brzmieniowo w wiêksze kompozycje. Wystêp Dennisa uwa¿am za niekwestionowany numer jeden dnia drugiego.
Graj±cy chwilê pó¼niej czeski band Fast Food Orchestra co prawda zdecydowanie wola³bym us³yszeæ przed Alcapone'm, jednak wra¿enia mam jak najbardziej entuzjastyczne. Warto zaznaczyæ ze na scenie zespó³ zaprezentowa³ siê zupe³nie inaczej ni¿ na znanych mi p³ytach. O ile tam mia³em do czynienia z typowym, utrzymanym zwykle w szybkim tempie ska, na koncercie zespó³ pokaza³ siê ze strony zdecydowanie reggaeowo-dancehallowej, zapewne w du¿ej czê¶ci za spraw± towarzysz±cego im wokalnie Dr. Kary'ego, znanego mi do tej pory wy³±czenie z pojedynczego nagrania w duecie z niejakim General Kryshpeen'em. Muszê przyznaæ, ¿e czeski nawijacz z czarnym g³osem zrobi³ zespo³owi naprawdê dobrze. I mimo brzmienia ostro kontrastuj±cego z tym znanym z p³yt, podoba³o mi siê takie granie zdecydowanie bardziej ni¿ bym siê tego po sobie spodziewa³.
W zwi±zku z pewnymi atrakcjami oko³o koncertowymi, kocertów dzieñ trzeci zacz±³em dopiero oko³o osiemnastej wystêpem The Upsessions. Widzia³em ich ju¿ rok temu a Mainz, jednak wtedy jako ¿e grali zaraz po genialnych Pepper Pots, nie by³o mi dane w pe³ni doceniæ ich grania. W Czechach Holendrzy wizualnie zaprezentowali styl sportowy, objawiaj±c siê na scenie w identycznych, zielono-¿ó³tych kompletach dresowych, natomiast muzycznie pokazali dok³adnie to, na co liczy³em. Odpowiednie proporcje miêdzy ska i reggae, sekcja rytmiczna przywodz±ca na my¶l The Aggrolites, popisy wy¶mienitego technicznie puzonisty i elektryzuj±ce brzmienie klawiszy sprawiaj± ¿e motto zespo³u "cool and deadly, rough and badly, this band’s gonna rock you up madly" by³o tu zupe³nie na miejscu, a wystêp w stu procentach przekona³ mnie do ponownego przys³uchania siê ich dotychczasowym nagraniom.
Nieco nie po mojej my¶li przebieg³ koncert The Chancers, których fanem w Polsce jestem, o ile mi wiadomo, tylko i wy³±cznie ja. Niesprzyjaj±ca aura nie pozwoli³a na pos³uchanie wiêcej ni¿ czterech pierwszych kawa³ków. Mo¿e nie by³o jakiego¶ sza³u, ale utwierdzi³em siê w przekonaniu ¿e zespó³ graæ potrafi, a g³os charyzmatycznego wokalisty podoba mi siê w dalszym ci±gu. Wiêcej niestety nie jestem w stanie w tym temacie napisaæ, chc±c unikn±æ konfabulacji.
Po dwudziestej natomiast mia³a miejsce niezwykle mi³a niespodzianka, mianowicie zespó³ The Toasters, który po ostatnich koncertowych dokonaniach powoli zacz±³em spisywaæ na straty, pojawi³ siê na scenie w zmienionym sk³adzie i dobitnie pokaza³ co znaczy byæ w naprawdê dobrej formie. Bucket sprawia³ wra¿enie wyluzowanego, a ca³a ekipa (swoj± drog± prawdziwy Dream-Team) zagra³a naprawdê rewelacyjny gig, pe³en energii i klasycznych kawa³ków wykonanych naprawdê na najwy¿szym poziomie. Z rado¶ci± zwracam wiêc Toastersom honor i niecierpliwie czekam na nastêpne koncerty.
A co mogê powiedzieæ o Doreen Shaffer? No tu zdecydowanie nie by³o niespodzianek. Wspania³y, choæ mo¿e i nieco ju¿ zmêczony g³os, rewelacyjny przegl±d przez niezapomniane przeboje, ³ezka wzruszenia przy "Sugar, Sugar" i genialny backing band bêd±cy po³±czeniem przygrywaj±cego równie¿ Dennisowi Alcapone i Ring Dingowi, Sharp Axe Band oraz nie gorszych Moon Invaders. Sto procent satysfakcji, szczególnie wobec ¶wietnego kontaktu Pierwszej Damy Ska z publiczno¶ci± i dawka p³yn±cej ze sceny energii pozwalaj±ca mimo skrajnego ju¿ zmêczenia nie tylko na radosne bujanie podczas wystêpu ale i przeczekanie jeszcze dwóch godzin do koncertu Mr.T-Bone & The Young Lions.
Zdecydowanie warto by³o czekaæ - tutaj naprawdê by³ ogieñ! Melodyjne brzmienia doskonale znane z poprzednich albumów po³±czone z kompozycjami z najnowszej p³yty "Heroes" stanowi³y mieszankê nie pozwalaj±c± nawet na chwilê przerwy. Sam nie wiem, czy bardziej poruszy³y mnie instrumentalne mo¿liwo¶ci "The Young Lions", czy wokalno-puzonowy show w wykonaniu T-Bone'a. Jedno mogê powiedzieæ z ca³± pewno¶ci± - by³ to jeden z najlepszych, je¶li nie najlepszy koncert ca³ego festiwalu. Niezale¿nie od pó¼nej pory i nieco przetrzebionej deszczem publiczno¶ci zabawa by³a na najwy¿szym poziomie, a g³os T-Bone'a i styl ¶piewania nawi±zuj±cy momentami do starych jamajskich nawijaczy na d³ugo pozostan± w mojej pamiêci, w odró¿nieniu od zamykaj±cego ca³y festiwal setu znanej i lubianej Juli, mo¿na powiedzieæ naszej ambasadorki w czeskim ¶wiecie ska, przed której wystêpem niestety poleg³em w starciu z potrzeb± snu.
Na koniec wypada dodaæ, ¿e poza dwiema scenami, na których odbywa³y siê powy¿sze koncerty nie brak by³o równie¿ namiotów soundsystemowych, gdzie na dobr± sprawê przy odrobinie dobrych chêci, o ka¿dej porze mo¿na by³o znale¼æ co¶ dla siebie. Dodatkowo silna ekipa z Polski pozwala³a czuæ siê w Ol¹í zupe³nie jak u siebie. Podsumowuj±c, szeroka gama doznañ koncertowych jak równie¿ towarzyskich sprawi³a ¿e "Mighty Sounds" sta³o siê dla mnie jednym z ja¶niej ¶wiec±cych punktów na przysz³orocznej festiwalowej mapie Europy.
2008-07-22 - DirtyFingerpowrót »