"Enjoy Yourself" Ska Reggae Party
2012-02-18, £ód¼
Enjoy Yourself czyli gor±ca jamajska impreza w ostatni± sobotê karnawa³u. Do czerwono¶ci rozgrzej± parkiet selekcj± karaibskich szlagierów: gospodarz imprezy Hot Shot Sound oraz... wi�cej »

recenzje
- 2011 - grudzieñ (2)
- 2011 - luty (1)
- 2010 - pa¼dziernik (1)
- 2010 - wrzesieñ (1)
- 2010 - kwiecieñ (1)
- 2010 - styczeñ (1)
- 2009 - grudzieñ (1)
- 2009 - pa¼dziernik (1)
- 2009 - kwiecieñ (5)
- 2009 - marzec (5)
- 2009 - luty (1)
- 2008 - grudzieñ (1)
- 2008 - wrzesieñ (4)
- 2008 - sierpieñ (1)
- 2008 - lipiec (1)
- 2008 - czerwiec (3)
- poka¿ wszystkie
Alaska – Something in between

Alaska – Something in between
Recenzowany album stanowi, nie licz±c wydanej w 2005 r. EPki pt. „Claiming Land”, drug± studyjn± ods³onê Szwajcarów pochodz±cych z Zurychu (pierwsz± za¶ pod szyldem Leech Redda). Jest to propozycja skierowana przede wszystkim do fanów amerykañskiej szko³y ska/rocksteady, któr± swego czasu rozs³awili w ¶wiecie The Slackers. Myli³by siê jednak ten, kto spodziewa³by siê czystego na¶ladownictwa, albowiem Alaska na brak pomys³ów nie narzeka i miejscami bli¿ej jest jej do jamajskiej klasyki. Aby nie traciæ czasu na zbêdne kombinowanie z klasyfikacj± twórczo¶ci rodaków Wilhelma Tella, napiszê tylko jeszcze, i¿ do dwóch wymienionych powy¿ej gatunków dochodz± incydentalnie reggae, soul oraz jazz, co zapowiada mieszankê tyle¿ ciekaw±, co urozmaicon±.
Tak te¿ jest w istocie. Zaczyna siê mocno slackersowskim „Something in between”, który z miejsca nastraja mnie do p³yty pozytywnie, bowiem twórczo¶æ mieszkañców Nowego Jorku traktujê z ogromn± sympati±. O dziwo, wytyczona linia nie jest konsekwentnie kontynuowana, ale dziêki temu uda³o siê unikn±æ wtórno¶ci, która od jakiego¶ czasu dopad³a pokrewnych stylistycznie The Moon Invaders. Szwajcarzy graj± lekko i odprê¿aj±co, ale szczerze powiedziawszy niezbyt s³ychaæ, ¿e w zespole udziela siê a¿ dziewiêciu muzyków. Sekcja dêta nie ma zbyt wielkiej mocy, a na domiar z³ego jej aktywno¶æ równie¿ jest umiarkowana, ale wszelkie narzekanie na Alaskê by³oby nieuzasadnione, poniewa¿ takie utwory jak „Mr Past” s± w stanie zamkn±æ usta ka¿demu krytykowi. Sztuka nie polega na tym, by popisywaæ siê na prawo i lewo wyuczonymi umiejêtno¶ciami, ale by odpowiednio zagospodarowaæ je z korzy¶ci± dla grupy. Zreszt±, ska-jazzowe „Burning street” pokazuje klasê instrumentalistów w pe³nej krasie.
Fani soulowych wtrêtów rozsmakuj± siê bez w±tpliwo¶ci w „48 rodeo drive” oraz „Something else”, mi³o¶nicy starego reggae tak¿e nie powinni narzekaæ na brak mi³ych uszom wra¿eñ, szczególnie je¶li ceni± sobie dokonania The Aggrolites. Wychodzi na to, ¿e mamy do czynienia z albumem kompletnym, co, zwa¿ywszy na miejsce jego pochodzenia, nieco dziwi, bowiem Szwajcaria kojarzona jest w ¶wiecie przede wszystkim przez pryzmat czekolady, banków i rêcznych zegarków, ale jak widaæ jest stamt±d znacznie bli¿ej na Jamajkê, ni¿ mog³oby siê wielu osobom wydawaæ.
Mnie Alaska oczarowa³a bez reszty i choæ mam ¶wiadomo¶æ, ¿e niektóre elementy mo¿na jeszcze podszlifowaæ (ach, ta sekcja dêta...), to takie sympatyczne po³±czenie kilku gatunków podlane amerykañskim sosem zawsze jest przeze mnie dobrze widziane. Dzieje siê tak tym bardziej, ¿e tak wysoka dyspozycja opisywanej kapeli stanowi dla mnie spore zaskoczenie. Ilu fanów ska jest w stanie wymieniæ bez zastanowienia choæby piêæ zespo³ów pochodz±cych z górzystej Szwajcarii? Byæ mo¿e Alaska jest zwiastunem pewnego prze³omu i ju¿ nied³ugo nie bêdzie to a¿ tak du¿± sztuk±...
Leech 2009
2009-03-14 - Rudepowrót »
Tak te¿ jest w istocie. Zaczyna siê mocno slackersowskim „Something in between”, który z miejsca nastraja mnie do p³yty pozytywnie, bowiem twórczo¶æ mieszkañców Nowego Jorku traktujê z ogromn± sympati±. O dziwo, wytyczona linia nie jest konsekwentnie kontynuowana, ale dziêki temu uda³o siê unikn±æ wtórno¶ci, która od jakiego¶ czasu dopad³a pokrewnych stylistycznie The Moon Invaders. Szwajcarzy graj± lekko i odprê¿aj±co, ale szczerze powiedziawszy niezbyt s³ychaæ, ¿e w zespole udziela siê a¿ dziewiêciu muzyków. Sekcja dêta nie ma zbyt wielkiej mocy, a na domiar z³ego jej aktywno¶æ równie¿ jest umiarkowana, ale wszelkie narzekanie na Alaskê by³oby nieuzasadnione, poniewa¿ takie utwory jak „Mr Past” s± w stanie zamkn±æ usta ka¿demu krytykowi. Sztuka nie polega na tym, by popisywaæ siê na prawo i lewo wyuczonymi umiejêtno¶ciami, ale by odpowiednio zagospodarowaæ je z korzy¶ci± dla grupy. Zreszt±, ska-jazzowe „Burning street” pokazuje klasê instrumentalistów w pe³nej krasie.
Fani soulowych wtrêtów rozsmakuj± siê bez w±tpliwo¶ci w „48 rodeo drive” oraz „Something else”, mi³o¶nicy starego reggae tak¿e nie powinni narzekaæ na brak mi³ych uszom wra¿eñ, szczególnie je¶li ceni± sobie dokonania The Aggrolites. Wychodzi na to, ¿e mamy do czynienia z albumem kompletnym, co, zwa¿ywszy na miejsce jego pochodzenia, nieco dziwi, bowiem Szwajcaria kojarzona jest w ¶wiecie przede wszystkim przez pryzmat czekolady, banków i rêcznych zegarków, ale jak widaæ jest stamt±d znacznie bli¿ej na Jamajkê, ni¿ mog³oby siê wielu osobom wydawaæ.
Mnie Alaska oczarowa³a bez reszty i choæ mam ¶wiadomo¶æ, ¿e niektóre elementy mo¿na jeszcze podszlifowaæ (ach, ta sekcja dêta...), to takie sympatyczne po³±czenie kilku gatunków podlane amerykañskim sosem zawsze jest przeze mnie dobrze widziane. Dzieje siê tak tym bardziej, ¿e tak wysoka dyspozycja opisywanej kapeli stanowi dla mnie spore zaskoczenie. Ilu fanów ska jest w stanie wymieniæ bez zastanowienia choæby piêæ zespo³ów pochodz±cych z górzystej Szwajcarii? Byæ mo¿e Alaska jest zwiastunem pewnego prze³omu i ju¿ nied³ugo nie bêdzie to a¿ tak du¿± sztuk±...
Leech 2009
2009-03-14 - Rudepowrót »